Msza w Sanktuarium Jana Pawła II, zakończenie X edycji Dni Jana Pawła II, 5 XI 2015


 Msza na zakończenie X edycji Dni Jana Pawła II,

Centrum Jana Pawła II, 5 XI 2015

 

 

Wprowadzenie

 

„Kościół żyje Eucharystią”. Tymi słowami Jan Paweł II rozpoczął swoja ostatnią, czternastą encyklikę, i dodał: „Ta prawda wyraża nie tylko codzienne doświadczenie wiary, ale zawiera w sobie istotę tajemnicy Kościoła. Na różne sposoby Kościół doświadcza z radością, że nieustannie urzeczywistnia się obietnica: «A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata»” (Ecclesia de Eucharistia, 1).

 

Na zakończenie dziesiątej, a więc jubileuszowej Edycji Dni Jana Pawła II w Krakowie i Małopolsce gromadzimy się w Sanktuarium świętego Papieża. Wierzymy, że pośród nas jest żywy, ukrzyżowany i zmartwychwstały Pan.

 

Witam serdecznie wszystkich uczestników tej wieczornej Eucharystii, w której pragniemy podziękować Bogu za kolejne dni refleksji nad dziedzictwem Jana Pawła II, zwłaszcza nad jego świętością. Pragniemy podziękować za wszystkie spotkania, artystyczne wydarzenia i przeżycia, jakie nam towarzyszyły w tych dniach. W sposób szczególny witam Rektorów i przedstawicieli wyższych uczelni Krakowa i Małopolski, a także organizatorów Edycji. Witam studentów i zdobywców nagród w konkursie literackim.

 

Niech nas zjednoczy wspólna modlitwa, a rozpoczynając ją, przeprośmy najpierw Boga za wszystkie nasze niewierności i grzechy, byśmy mogli z czystym sercem sprawować Najświętszą Ofiarę.

 

 

Homilia

Drodzy Bracia, drogie Siostry!

 

1. Szymon Piotr dorastał przez kilka lat do kluczowej rozmowy ze zmartwychwstałym Jezusem na brzegu Jeziora Tyberiadzkiego, o której opowiada nam dzisiejsza Ewangelia. Najpierw porzucił sieci rybackie, które z bratem Andrzejem zarzucał w jezioro. Pewnego dnia obydwaj usłyszeli słowa przechodzącego obok Nauczyciela z Nazaretu: „Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi”. Ewangelista Marek podkreśla, że dwaj rybacy galilejscy „natychmiast”, bez wahania zostawili wszystko i poszli za Jezusem. Odtąd należeli do grona Jego najbliższych uczniów. Byli z Jezusem na co dzień. Wędrowali z Nim, obserwowali Jego zachowanie, słuchali Go nauczającego w wielu miejscach, byli świadkami nadzwyczajnych znaków i cudów, jakie dokonywał. W ten sposób poznawali Mistrza i formowali się w Jego szkole, a On poznawał ich postawy i zachowania. Formował ich umysły i serca.

 

Jezus nie dobierał sobie idealnych uczniów. Nie szukał ich wśród uczonych w Piśmie, czyli ekspertów od religii. Wybierał prostych ludzi, grzeszników jak wszyscy inni. Nie ulega wątpliwości, że oni sami przeżywali napięcie między świadomością własnych słabości a wielkością powołania. Inaczej mówiąc, przeżywali napięcie między grzesznością i świętością. Najlepiej ilustruje to scena, która również rozegrała się na jeziorze, a o której czytamy w Łukaszowej Ewangelii. Szymon Piotr, w odpowiedzi na słowa Jezusa wypłynął z towarzyszami na głębię, chociaż wcześniej nic nie ułowili. Tym razem zagarnęli mnóstwo ryb. Wobec tak oczywistego znaku, odsłaniającego prawdę o Jezusie, o Jego wszechmocy równej Bogu, Szymon Piotr upadł przed Nim na kolana i prosił: „Wyjdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny”. I właśnie w tym momencie przenikliwej świadomości własnej małości i grzeszności, usłyszał: „Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił” (Łk 5, 8. 10). To był jeden z kluczowym momentów przygotowania Apostoła do czekającej go służby, a także stopniowego dojrzewania do świętości, którą ostatecznie osiągnął, gdy oddał życie za Mistrza w stolicy rzymskiego imperium.

 

 

2. Tematem rozmowy Zmartwychwstałego z Szymonem Piotrem była miłość. Apostoł usłyszał trzy razy niemal to samo pytanie, zadane w uroczystej formie: „Szymonie, syna Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?” „Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie?” „Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie?” Szymon odpowiadał szczerze: „Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham”, ale dotknęło go do żywego to samo pytanie zadane po raz trzeci. Czyżby zmartwychwstały Pan mu nie ufał? Czyżby chciał mu przypomnieć, ze pomimo wcześniejszych uroczystych zapewnień o wierności, jednak zdradził Mistrza w najtrudniejszej chwili, w noc Jego aresztowania i czekającej na Niego męki, a więc nie powinien wypowiadać łatwo słów o miłości.

 

Potrójna odpowiedź Apostoła była pokorna, jakże odmienna od słów, które wypowiedział podczas Ostatniej Wieczerzy: „Panie, z Tobą gotów jestem iść nawet do więzienia i na śmierć” (Łk 22, 33). Po zdradzie Mistrza „gorzko zapłakał” i były to szczere łzy, które odmieniły mu serce, zbliżyły je jeszcze bardziej do Serca ukrzyżowanego i zmartwychwstałego Pana. Tym razem Szymon Piotr nie miał odwagi powiedzieć: „Tak, Panie, kocham Cię”. Wybrał inną formę odpowiedzi. Po prostu odwołał się do tego, że Jezus znał głębiny ludzkiego serca, wiedział dobrze, co kryje się w człowieku (por. J 2, 25). Stąd odpowiedź Szymona: „Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, ze Cię kocham” (J 21, 15-17).

 

Miłość jest fundamentem każdej służby Jezusowi w Jego Kościele. Im większa służba, im większa odpowiedzialność w Kościele, tym większa miłość. Tym bardziej u podstaw posługi pasterskiej powinna być miłość, bezwarunkowe pójście za Jezusem, utożsamienie się z Nim i Jego misją zbawienia świata. Wyznając swoją miłość do Jezusa, Najwyższego i Dobrego Pasterza, Szymon otrzymał osobistą misję głoszenia Dobrej Nowiny i utwierdzania braci w wierze. Usłyszał: „Paś baranki moje”, „paś owce moje”.

 

 

3. Miłość i świętość. Miłość Boga i człowieka jest znakiem i dojrzałym wyrazem świętości. Wiedział o tym dobrze Karol Wojtyła, gdy w młodości podjął fundamentalną decyzję, by pójść za Jezusem Chrystusem, i tej decyzji pozostał wierny od ostatniego tchnienia. Zmieniały się czasy, okoliczności, ludzie, formy jego służby i odpowiedzialności w Kościele, a on konsekwentnie szedł drogą, którą wskazał mu Bóg. Właśnie ta konsekwencja uderza nas w jego postawie. Nie ma w jego życiu gwałtownych zwrotów, załamań, wahań. Nawet po wyborze na Biskupa Rzymu zachował spokój, choć stanął – myśląc po ludzku – przed nieprawdopodobnym wyzwaniem. Podczas inauguracji pontyfikatu pytał głośno na placu św. Piotra: „Jakże […] nie drżeć wobec wielkości tego powołania”, ale świadomość odpowiedzialności nie paraliżowała go, lecz mobilizowała do niezmordowanej pracy. I tak było od początku i do końca pontyfikatu. My – najbliżsi współpracownicy – musieliśmy długo dorastać do nowych zadań. On podjął służbę niejako z marszu. Opatrzność przygotowała go do tego zadania, obdarzając go wybitnymi przymiotami umysłu i serca, a także doświadczeniem służby Kościołowi Krakowskiemu i powszechnemu.

 

Z jednej strony w postawie Karola Wojtyły – Jana Pawła II uderza jego miłość Boga, prymat Boga, postawienia Boga w centrum życia, wszystkich pragnień i planów. Łączyła się z tym troska o pogłębianie życia duchowego, czyli pogłębianie więzi z Bogiem. Świadczą o tym również jego „Notatki osobiste” z lat 1962-2003, wydane pod znamiennym tytułem: „Jestem bardzo w rękach Bożych”. Miłość Boga, troska o sprawy Boże, prowadziła go do człowieka, do troski o sprawy Kościoła i naszego niespokojnego świata.

To wszystko zamknęło się 2 kwietnia 2005 roku, ale nie zamknęła się historia Jana Pawła II. Nie zamknęła się jego misja w Kościele i współczesnym świecie. Jego odejście do domu Ojca pozwoliło nam spojrzeć głębiej na jego pontyfikat i utrwaliło w nas przekonanie o jego świętości. To ona – to właśnie świętość stanowi szczególną syntezę tego wszystkiego, kim był, jak żył i kochał, i czego dokonał Jan Paweł II.

 

4. Dwa lata temu, przed kanonizacją Jana Pawła II, ukazała się książka-świadectwo: U boku Świętego. Pisałem w niej: „Żyłem u boku świętego. Inaczej mówiąc, niemal przez czterdzieści lat, codziennie, widziałem z bliska świętość, o której zawsze myślałem, że taka być powinna. Dostrzegałem ją w tym człowieku, w Jego bardzo głębokim kontakcie, jaki miał z Bogiem. W Jego głębokiej a zarazem przejrzystej wierze, w Jego odwadze, z jaką świadczył o prawdzie i wartości życia. I w Jego miłości, z jaką zbliżał się do każdego człowieka... Widziałem tę świętość w ewangelicznej pasji, z jaką Karol Wojtyła zabiegał, aby Kościół stał się znowu rodziną, gościnnym domem pod znakiem miłosierdzia... Widziałem świętość z bliska, zwyczajną, wpisaną w codzienność, w obowiązki i trudy każdego dnia, w spotkania z ludźmi z całego świata, wielkie publiczne ceremonie, a także strzeżone zazdrośnie chwile osobistego życia duchowego... Po latach, widziałem świętość znaczoną nieustannie krzyżem, jakim było zresztą całe Jego życie począwszy od młodości. Widziałem świętość graniczącą z heroizmem, jeśli nie męczeństwem, ponieważ usiłowano Go zabić, a także z powodu choroby, która nie pozwalała Mu chodzić, a potem nawet mówić, w końcu sprowadziła na Niego śmierć. A On przyjął to wszystko pogodnie, składając swój los w ręku Boga. Tak jak napisał na początku Testamentu.: «Pragnę za Nim podążać». Widziałem Jego świętość w tej niewiarygodnie wielkiej rzeszy ludzi, którzy przyszli, aby Go pożegnać po raz ostatni”.


Dziś dodam, że widzę świętość Jana Pawła II w tutejszym sanktuarium jego imienia i w całym Centrum Jana Pawła II „Nie lękajcie się!” Widzę jego świętość w modlitwie tych, którzy tu przychodzą w niedziele i powszednie dni tygodnia, aby prosić świętego Papieża o wstawiennictwo u Boga w różnych sprawach. Widzę również jego świętość w kolejnych Edycjach Dni Jana Pawła II w Krakowie i Małopolsce, które utrwalają o nim pamięć, ale także skłaniają do refleksji nad nowymi wyzwaniami, jakie stają przed Kościołem i światem, przed nami wszystkimi. Tak, świętość Jana Pawła II promieniuje, zatacza coraz szersze kręgi i przynosi dobre owoce.

Korzystam ponownie z okazji, by wyrazić wdzięczność inicjatorom i organizatorom tych Dni – całemu środowisku akademickiemu Krakowa i Małopolski. Jestem przekonany, że święty Jan Paweł II też patrzy życzliwie na naszą inicjatywę i błogosławi nam, bo zawsze wspierał dobre pragnienia i dzieła.


Święty Janie Pawle II, wspieraj nas i módl się za nami!

powrót

Msze święte


Partnerzy:
Mecenas: