Boże Narodzenie w Katedrze Wawelskiej


Boże Narodzenie, 25 XII 2016
Katedra Wawelska, Msza w dzień
Czytania: Iz 52, 7-10; Hbr 1, 1-6; J 1, 1-18

 

Wprowadzenie

 

Drodzy Bracia i Siostry!

 

Mamy za sobą noc jaśniejszą od dnia. O tej nocy prorokował Izajasz, że „naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło" (Iz 52, 1). Tą światłością rozjaśniającą mroki ludzkich dziejów na ziemi był i jest Jezus Chrystus, „Światłość ze Światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego", który „przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem". Tę tajemnicę naszej wiary przeżywamy dziś w sposób szczególny, radując się z narodzin Syna Bożego. Jego przyjście na świat otwarło nowy rozdział w trudnej historii człowieka, bo On - Bóg i Człowiek - utożsamił się z tą historią i radykalnie ją odmienił.


Witam serdecznie wszystkich uczestniczących w tej porannej, świątecznej Eucharystii Witam braci w kapłaństwie. W sposób szczególny witam dziś Siostry Albertynki oraz Braci Albertynów, tak licznie dziś zgromadzonych w królewskiej Katedrze na Wawelu. Chwila jest szczególna. Dokładnie sto lat temu, w Boże Narodzenie 1916 roku, odszedł do domu Ojca Adam Chmielowski, znany nam bliżej jako święty Brat Albert. To tym człowiekiem posłużył się Bóg, aby wnosił światło nadziei w życie najbardziej ubogich i zepchniętych na margines. Dzisiaj ten płomień nadziei rozpalają jego duchowe córki i duchowi synowie. Dzisiaj, pełni wdzięczności, rozpoczynamy uroczyście Rok świętego Brata Alberta.

 

Powierzmy przychodzącemu do nas Panu wszystkie nasze sprawy. Prośmy o dar pokoju dla niespokojnego świata i o pokój w naszych sercach, w naszych rodzinach i wspólnotach. Przeprośmy również Boga za nasze niewierności i grzechy, byśmy mogli z czystym sercem i z radością w sercu sprawować Najświętszą Ofiarę.

 

 

 


Homilia

 

Drogie Siostry, drodzy Bracia!

 

1. Dziś, pełni zadumy i wdzięczności, przenosimy się myślą i sercem do Betlejem, gdzie dwa tysiące lat temu niebo zstąpiło na ziemię. Pielgrzymujemy duchowo do miejsca, gdzie narodzone i owinięte w pieluszki Dziecię położono w żłobie, bo dla Niego i Jego najbliższych nie było miejsca w gospodzie. Stajemy razem z ubogimi pasterzami, wpatrując się w Nowonarodzonego Pana wszechświata i Zbawiciela. Patrzymy na Maryję i Józefa. Kontemplujemy tę niezwykłą scenę.

Ogarnia nas zdumienie. Co za kontrast, nie mający wiele wspólnego z ludzkim sposobem pojmowania rzeczywistości! Widzimy bezbronne Dziecię, potrzebujące - jak każde dziecko - ludzkiej pomocy, które przyszło na świat w krańcowym ubóstwie. Tymczasem o Nim pisał autor Listu do Hebrajczyków, że przez Niego został stworzony wszechświat, że jest On odblaskiem Bożej chwały i odbiciem istoty Boga, podtrzymującym „wszystko słowem swej potęgi", i że po dokonaniu dzieła zbawienia „zasiadł po prawicy Majestatu na wysokościach" (por. Hbr 1, 1-6). A jednak wszechmocny Bóg przyszedł na ziemię w tak niepozornym znaku, pośród nocnej ciszy, na peryferiach świata.

Czyż ten świadomy Boży wybór i Boży paradoks nie poruszył serca Brata Alberta, który odczytując przenikliwie Ewangelię, szukał Boga we wszystkim, nawet i zwłaszcza w zniekształconych obliczach nędzarzy?


2. Liturgia słowa trzeciej Mszy z Bożego Narodzenia sięga do proroka Izajasza, w którego Księdze znajdujemy słowa odnoszące się do przeżywanego przez nas wydarzenia. Proroctwo tchnie ogromną radością i nadzieją: „O jak są pełne wdzięku na górach nogi zwiastuna radosnej nowiny, który ogłasza pokój, zwiastuje szczęście, który obwieszcza zbawienie, który mówi do Syjonu: «Twój Bóg zaczął królować»" (Iz 52, 7). Izajasz był realistą. Pełnił swoją misję w niezwykle trudnym okresie historii narodu wybranego, ale patrzył dalej, szerzej i głębiej. Dostrzegał obecność Boga nawet w najtrudniejszych doświadczeniach człowieka i narodu, dlatego pełen wiary przewidywał odmianę losu całego świata i głosił z przekonaniem, że „wszystkie krańce ziemi zobaczą zbawienie naszego Boga" (Iz 52, 10).

 

Te słowa były skierowanego do zniszczonego świętego Miasta Jerozolimy, stąd wołanie proroka: „Zabrzmijcie radosnym śpiewem, wszystkie ruiny Jeruzalem!" Iz 52, 9). Te sam słowa docierają do kolejnych ruin naszego świata, w których nieustannie toczy się walka dobra ze złem, walka o zwycięstwo Boga i Jego królowanie. Czyż nie jest nadal przejmująco aktualny ten obraz zrujnowanego świata z jego niesprawiedliwością, z jego zbrojnymi konfliktami i ślepą przemocą?


3. Również Brat Albert dostrzegał wokół siebie ruiny człowieczeństwa w społeczności Krakowa na przełomie XIX i XX wieku. Jego wielkość polegała na tym, że - niczym ewangeliczny Samarytanin - nie tylko się wzruszył, ale w ślad za odruchem serca podjął się dzieła spieszenia z pomocą najbardziej potrzebującym. Zaczął od tego, że zamieszkał z nimi, a potem dzięki dalekosiężnym i mądrym działaniom jego pomoc przyjęła instytucjonalny charakter, co wyraziło się między innymi przekształceniem miejskiej ogrzewalni w przytulisko i zarządzaniem tym ośrodkiem, gdzie każdy mógł znaleźć skuteczną pomoc. Wielkość Brata Alberta wyraziła się w tym, że potrafił poruszyć innych, by nie pozostawali obojętni na los najbardziej opuszczonych, wyzwalając ludzką solidarność i dobroczynność.

 

Wielkość charyzmatu Brata Alberta zaowocowała także tym, że zainspirował nim innych, równie hojnych jak on, i z tego doświadczenia wyrosły dwie rodziny zakonne: Braci Posługujących Ubogim Trzeciego Zakonu św. Franciszka, czyli Braci Albertynów oraz Sióstr Posługujących Ubogim, czyli Sióstr Albertynek. W ten sposób charyzmat naszego świętego krakowskiego Samarytanina nie zagasł z chwilą jego śmierci, ale nadal płonie, bo jest potrzebny Kościołowi i społeczeństwu. Siostry Albertynki i Bracia Albertyni rozpalają kolejne płomienie miłosiernej miłości, rekonstruują ruiny, niosą pociechę pozbawionym ciepła rodzinnego i należnego im miejsca w społeczeństwie, budzą nadzieję tam, gdzie jej nie ma.


4. Na początku swej Ewangelii św. Jan sięga do głębin życia niepojętego Boga. Mówi o Słowie, które było na początku u Boga i było Bogiem, i bez którego nic się nie stało, co się stało. To Słowo było życiem i światłością pośród ciemności świata, oświecająca „każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi" (J 1, 1-5. 10-12).

 

W takich słowach Ewangelista streszcza dzieje zbawienia, w których my wszyscy uczestniczymy. Wywodzimy się od Boga, naszego Stwórcy i Pana, który zechciał się podzielić z nami swoim życiem i szczęściem. W Bogu są nasze najgłębsze korzenie. W Bogu również, po dramacie grzechu pierworodnego, jest nasze ocalenie. Przejmującym dowodem tego jest przyjście na ziemię Syna Bożego i to wszystko, czego On dokonał dla naszego zbawienia.

 

Św. Jan nie przemilcza prawdy, że Słowo odwieczne, Syn Boży, przyszedł do swoich, ale nie został przez wszystkich przyjęty. Nurt odrzucenia Boga i Jego miłości towarzyszył zawsze i nadal towarzyszy dziejom człowieka na ziemi. Mamy tego dowody i w naszym pokoleniu i w naszych środowiskach, w których niektórzy pragną sobie urządzić życie na własną rękę, licząc na własną samowystarczalność, co jest ewidentną pomyłką i odrzuceniem nieskończonej Bożej Miłości, która zstąpiła na ziemię w niepozornym, pokornym znaku Dziecięcia i wstrząsającym znaku ukrzyżowanej Miłości.


5. Brat Albert należał do tych uczniów Jezusa, którzy Go przyjęli w swoim życiu i poszli za Nim - pokornym i czystym, posłusznym i ubogim. Utożsamienie się świętego Brata z Nauczycielem z Nazaretu, przejęcie się Jego Ewangelią miłości, przyniosło niezwykłe owoce. Miłosierną postawą zostali obdarowani w pierwszym rzędzie ubodzy, nie tylko otrzymując konkretną pomoc, ale doświadczając szacunku i uznania ich godności, bo przecież byli i są dziećmi Bożymi, powołanymi do życia na wieki w Bogu.
Postawą Brata Alberta został ubogacony także Kościół, któremu przypomniał, że jego obliczem powinno być miłosierdzie. Trafnie ujął to kardynał Karol Wojtyła, który - jak przypomnieli niedawno w swoim liście pasterskim polscy Biskupi - powiedział, że „miłosierdzie i chrześcijaństwo to jedno i to samo. Jeśli nie byłoby miłosierdzia, nie ma chrześcijaństwa". Metropolita Krakowski obdarzył Brata Alberta najpiękniejszym imieniem, nazywając go „Bratem naszego Boga".

 

Ojciec Święty Jan Paweł II doświadczył szczególnej radości, wynosząc do chwały ołtarzy krakowskiego Samarytanina, najpierw przez jego beatyfikację na krakowskich Błoniach w 1983 roku, a sześć lat później przez uroczystą kanonizację w Bazylice św. Piotra w Rzymie. Wiemy, jaka bliska duchowa więź łączyła świętego Papieża ze świętym Bratem. Święci się rozumieją i idą wspólną drogą do Boga. Brat Albert czynił to, posługując bez reszty najbardziej ubogim, będąc nie tylko „miłosiernikiem", ale jednym z tych, którym służył, jak podkreślił Ojciec Święty podczas jego kanonizacji. A on - Jan Paweł II - też spalał się w służbie całemu Kościołowi, docierając do najdalszych zakątków świata, aby ludziom spragnionym Boga głosić Ewangelię miłosierdzia.


6. Drogie siostry, drodzy bracia, dziękujmy dziś Bogu, że Jego przyjście na świat i dzieło zbawienia, jakiego dokonał, rodziło przez całe wieki i nadal rodzi owoce dobra, miłości i świętości. Święci - przyjaciele Boga i ludzi - są przekonywającym dowodem, że każda i każdy z nas powołany jest do świętości, czyli do życia w Bogu wypełnionego miłością bliźniego. Takich świadków Jezusa Chrystusa i jego Ewangelii potrzebuje również współczesny Kościół i świat. Każdy z nas ma nakreśloną drogę, na której może i powinien przynosić owoce świętości. Taką drogą idą także Siostry Albertynki i Bracia Albertyni, docierający do tych, których Jezus nazwał swoimi „najmniejszymi braćmi" (por. Mt 25, 40). Modlimy się dziś o nowe powołania do ich rodzin zakonnych, aby nie zabrakło Kościołowi i społeczeństwu ich ważnej posługi miłosierdzia.

 

Niech Rok świętego Brata Alberta uwrażliwia nas wszystkich, byśmy dostrzegali wokół nas tych, którzy potrzebują konkretnych gestów naszej miłosiernej miłości, naszej solidarności, naszej życzliwości, naszego dobrego słowa. Niech duch Brata Alberta ożywia tych, którzy przyjęli na siebie troskę o dobro wspólne w naszej ojczyźnie, by byli szczególnie wyczuleni na los ubogich i żyjących na marginesie społeczeństwa. To jest i będzie zawsze test dojrzałości naszej wiary, która bardziej niż w słowach powinna wyrażać się w czynach.


Niech Dziecię Jezus umacnia nas swoim błogosławieństwem. Niech Książę Pokoju darzy nas swoim pokojem i łaską. Dzielmy się tymi Bożymi darami z innymi. Bądźmy dobrze dla siebie i dzielmy się dobrem z innymi jak chlebem.
Amen!

 

Stanisław kard. Dziwisz
Administrator Apostolski Archidiecezji Krakowskiej

 

powrót

Msze święte


Partnerzy:
Mecenas: