Zakopane 04.02.2018

5 Niedziela zwykła Rok B
Zakopane 04.02.2018


„Czyż nie do bojowania podobny byt człowieka?" (Job 7, 1). Przejmująca jest ta skarga biblijnego Hioba. Wypowiadał ją w momencie niezwykle trudnym - po utracie majątku, w bolesnym czasie choroby, samotności, wzgardzenia przez przyjaciół, pośród ogromnego cierpienia fizycznego i duchowego. Słyszeliśmy słowa Hioba o losie, który jest podobny do położenia najemnika darmo czekającego na zapłatę, do niewolnika pozbawionego jakiejkolwiek nadziei, do człowieka pośród męczarni i świadomości przemijania, które sprawia, że nic mu ostatecznie z tego życia nie pozostaje. Słyszeliśmy przerażające stwierdzenie na koniec: „Moje oko już nigdy nie zazna szczęścia" (Job 7, 7). W przeciwieństwie do tego pesymistycznego losu człowieka, w śpiewie międzylekcyjnym słyszeliśmy również pełne nadziei i radości wyznanie tego, kto swoje życie i swój los oddaje Bogu: „Panie, Ty leczysz złamanych na duchu".


Skarga Hioba, jeśli ją pozbawimy odniesienia do Boga, staje się przerażającym wyznaniem człowieka, który nie widzi sensu swoich dni, swego narodzenia, śmierci, wieczności. W połowie XX wieku możemy znaleźć echo tej ludzkiej skargi w dziele pewnego głośnego wówczas filozofa: „Absurdem jest to, że się narodziliśmy, i absurdem, że pomrzemy". Jeżeli jednak swój los złączymy z Bogiem, to świat nabiera innego kształtu, a nadzieja zyskuje pełnych mocy treści. Trzeba zatem, abyśmy na swoje życie spojrzeli w świetle Jednorodzonego Syna Bożego, zesłanego przez Boga Ojca na świat po to, aby nas zbawić - Jezusa Chrystusa, który stając się człowiekiem i rodząc się z przeczystego łona Najświętszej Maryi Panny, stał się bratem każdej i każdego z nas. Bratem, czyli kimś bliskim.


Chrystus stał się bratem, Emmanuelem, Bogiem z nami. Ta prawda o bliskości Chrystusa wobec ludzkich losów i zawirowań przebija z dzisiejszej Ewangelii św. Marka. Chrystus przebywa w Kafarnaum, gdzie dowiaduje się, że teściowa Piotra jest chora. Idzie do niej razem z Szymonem i jego bratem Andrzejem, aby ją uzdrowić. Tego samego dnia wieczorem przychodzą do Niego również inni mieszkańcy Kafarnaum, którzy są dręczeni złymi duchami, dotknięci nieszczęściami i chorobami, a Pan Jezus przywraca im zdrowie duszy i ciała.


Nie tylko te wspaniałe dzieła, widzialne dla wszystkich, stają się udziałem mieszkańców Kafarnaum. Oto nad ranem Chrystus opuszcza wszystkich i idzie się modlić i wysławiać Boga, swego Ojca, za wszystkie wspaniałe rzeczy, które On stworzył i powołał do istnienia. To jest Jego, Chrystusowa, modlitwa wstawienniczo-błagalna za wszystkich ludzi, aby mogli odzyskać dziecięctwo Boże i mogli z całą świadomością przynależności do Boga wypowiadać słowa modlitwy „Ojcze nasz". Mając jednego Ojca w niebie, czujemy się rzeczywiście braćmi i siostrami.


Misja Jezusa nie kończy się na Kafarnaum, choć to miasteczko, leżące nad brzegiem Jeziora Galilejskiego, było bardzo bliskie Jego sercu. „Wszyscy Cię szukają" - mówi Piotr do Chrystusa, gdy odnajduje Go w miejscu odosobnienia (Mk 1, 37). Chrystus idzie zatem do nowych miejsc, aby wszystkim głosić nadejście Królestwa Niebieskiego. U kresu swego nauczania potwierdzi je swoją męką, cierpieniem i śmiercią na krzyżu, a potem zmartwychwstaniem i wniebowstąpieniem. Jego Królestwo nie jest z tego świata, ale dla tego świata. To Królestwo miłości, pokoju i braterstwa, które trzeba głosić wszystkim ludziom. Św. Paweł uważał, że jego najbardziej świętą powinnością jest głoszenie Ewangelii całemu światu, zwłaszcza tam, gdzie jeszcze nikt o Chrystusie nie słyszał. „Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii" (1 Kor 9, 16). Nie uważał przy tym bynajmniej, że z tego powodu należy mu się jakaś szczególna pochwała czy zapłata: jego zapłatą byli ludzie, którzy uwierzyli w Chrystusa, a których on, Paweł, stał się niewolnikiem. Tę swoją postawę wyraził pełnym dumy i radości stwierdzeniem: „Wszystko czynię dla Ewangelii" (1 Kor 9, 23).


Rozważamy teksty dzisiejszej niedzielnej Liturgii i czujemy, jak bardzo są one bliskie naszemu sercu. Hiob trafnie wyraża los człowieczy, mówiąc o przemijaniu, poczuciu bezsensu i ciągłemu zabieganiu, które sprawia, że w końcu nie wiemy, po co żyjemy. Jego skarga staje się skargą współczesnego świata, a szczególnie tych, którzy chcą żyć bez Pana Boga. Jeżeli Go nie ma, wszystko staje się możliwe. Każde nieszczęście i zbrodnia znajdzie dla siebie usprawiedliwienie. Nie dziwmy się więc, że we współczesnym świecie odnajdziemy pewną prawidłowość: im mniej miejsca dla Pana Boga, tym większa pochwała zabijania innych - nienarodzonych, chorych, umierających w postaci aborcji i eutanazji. Jest też odwrotnie: im więcej w danej społeczności jest zakotwiczenia sposobu myślenia i życia w Ewangelii, tym większa gotowość, by kochać drugiego miłością ofiarną, pełną poświęceń i oddania. Tym większy i bardziej zdecydowany protest i sprzeciw wobec eutanazji i aborcji. Tym silniejsze są głosy, by nie godzić się na aborcję eugeniczną. Tak jest jeszcze u nas, w naszej Ojczyźnie, choć doskonale wiemy, że w innych krajach Europy, które odcinają się od swoich chrześcijańskich korzeni, ustanawia się prawa legalizujące zabijanie słabszych i bezbronnych ludzi. Tym bardziej więc chcemy wierzyć w Boga objawionego nam w Panu naszym Jezusie Chrystusie, chcemy, żeby Jego Ewangelia przenikała nasz sposób myślenia i postępowania. Im więcej w nas Ewangelii, tym więcej gotowości, aby uznać życie każdego człowieka, od momentu poczęcia do naturalnej śmierci, jako życie święte. Z tym wiąże się gotowość, aby zawsze i wszędzie stawać odważnie w obronie życia drugiego człowieka, a w ten sposób stawać się prawdziwie bliźnim, czyli kimś bliskim dla drugiego człowieka, choć jest on nam niejednokrotnie nieznany z imienia i nazwiska, i często żyje bardzo daleko od nas. Zakorzenieni w Chrystusie nie potrafimy przejść wobec niego i jego nieszczęścia obojętnie, ale postępujemy jak dobry Samarytanin z Chrystusowej przypowieści.


Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jedną bardzo ważną rzecz, kiedy przeżywamy tę Mszę św. w tym miejscu - na Pęksowym Brzyzku - w najstarszej świątyni Zakopanego. W tym kościele zawarta jest jakby w pigułce historia Zakopanego i skalnego Podhala. Historia ludzi prostych, bardzo często ubogich, którzy na co dzień żyli z Panem Bogiem. Otwierali się oni na nauczanie apostoła Podhala - ks. proboszcza Józefa Stolarczyka i byli gotowi wybudować wielką murowaną świątynię pod wezwaniem św. Rodziny. To oni odpowiedzieli na wezwanie swojego duchowego przewodnika, wznosząc na Giewoncie krzyż, na który od tamtych czasów patrzy cała Polska. Wiemy, że dwadzieścia jeden lat temu, kiedy w Zakopanem był św. Jan Paweł II Wielki, wiele mówił on o tym krzyżu i wzywał nas, byśmy stali na jego straży, najpierw w sercu, a następnie, wpatrując się w krzyż na Giewoncie, czuli odpowiedzialność za wszystkie inne krzyże te w domach i miejscach publicznych: przy drogach, w zakładach pracy, biurach, szpitalach i szkołach. Jego apel brzmi ciągle bardzo aktualnie, ponieważ zdajemy sobie sprawę ze współczesnej nam presji kulturowej, która w imię tolerancji i równości każe usuwać krzyże z przestrzeni publicznej Europy.


Usuwając krzyż, usuwa się z serca Ewangelię. Kiedy to się dzieje, nie ma już miejsca dla Boga, a tym samym nie ma miejsca dla nadziei i radości życia. Życie staje się bowiem wtedy dramatyczną skargą wyrażoną przez Hioba. A my nie chcemy i nie możemy się zgodzić na taką wizję naszej egzystencji. Nasza wizja świata, która pozwala nam z wdzięcznością i ufnością patrzeć na świat, wyrasta z Chrystusowej Ewangelii. Chcemy nieustannie powtarzać za św. Piotrem jego wyznanie: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga" (J 6, 68-69).


Wy, Drodzy Górale, będący spadkobiercami wspaniałej wiary Waszych Praojców, wy którzy jesteście poprzez swój śpiew, ubiór i muzykę wyrazicielami pamięci o tym, kim jesteście - nieście w sobie poczucie wielkiego zobowiązania, by nic nie utracić z wielkiego skarbu wiary i poczucia przynależności do tej ziemi. Niech skarb Waszej kultury, Waszej miłości do Boga i drugiego człowieka będzie nieustannie pomnażany, abyście z w pełni usprawiedliwioną dumą mogli powiedzieć o sobie, że pomimo trudów i wyzwań współczesności jesteście ludźmi nadziei, mającymi poczucie, że z wami jest Bóg. Mając świadomość tego skarbu duchowego, jaki jest Waszym udziałem, dzielcie się nim z innymi, zwłaszcza z tymi, którzy tak licznie tu przybywają: na Podhale, do Zakopanego, na cmentarz na Pęksowym Brzyzku. Dzielcie się Waszą wiarą, Waszą miłością do Boga, Waszym poszanowaniem drugiego człowieka i miłością do tej Ziemi. Polska bardzo potrzebuje Waszego świadectwa. Tak samo było dwadzieścia jeden lat temu, kiedy Polacy wpatrzeni w hołd Górali i wsłuchani w śpiew wspaniałej góralskiej kapeli, płakali, czując, że właśnie tutaj jest Kościół i że właśnie tutaj jest Polska. Brońcie jej w Waszych sercach, w Waszym umiłowaniu Boga i drugiego człowieka. Amen.

 

Msze święte


Partnerzy:
Mecenas: