Uroczystość Objawienia Pańskiego | 6 stycznia 2018

Msza święta w Katedrze na Wawelu

 

Przez wieki, z pokolenia na pokolenie, synowie i córki Izraela oczekiwali chwili, kiedy spełnią się zapowiedzi Najwyższego - chwili, kiedy ześle On swego Mesjasza, który odnowi wszystko. Nadejście tej szczególnej chwili było związane z metaforą światła. Ono miało zapowiedzieć przyjście Mesjasza, co więcej: to On, Boży Mesjasz, miał się stać Światłością świata. Synowie i córki Izraela żyli tą prawdą, mając najpierw w pamięci wyrocznię Balaama, syna Beora, który proroczo przepowiadał: „Widzę go, lecz jeszcze nie teraz, dostrzegam go, ale nie z bliska: wschodzi Gwiazda z Jakuba, a z Izraela podnosi się berło" (Lb 24, 17).

 

Po wiekach prorok Izajasz znowu zapowiadał przyjście Mesjasza i znowu odwoływał się do metafory światła. Dlatego, jak słyszeliśmy w dzisiejszym pierwszym czytaniu mszalnym, wzywał on Jeruzalem następującymi słowami: „Powstań! Świeć, bo przyszło twe światło i chwała Pańska rozbłyska nad tobą. Bo oto ciemność okrywa ziemię i gęsty mrok spowija ludy, a ponad tobą jaśnieje Pan, i Jego chwała jawi się nad tobą. I pójdą narody do twojego światła, królowie do blasku twojego wschodu" (Iz 60, 1-3).

 

Dwa tygodnie temu, w noc Bożego Narodzenia, żyliśmy tym, co stało się udziałem pasterzy betlejemskich. Jak przekazał nam w swej Ewangelii św. Łukasz, w okolicy Betlejem, tam gdzie przebywali pasterze, trzymając nocną straż nad swoją trzodą, niepodzianie „stanął przy nich anioł Pański i chwała Pańska zewsząd ich oświeciła" (Łk 2, 9). Natomiast dzisiaj, w uroczystość Objawienia Pańskiego, stajemy wobec nowego, niezwykłego światła: oto bowiem Mędrcy ze Wschodu ujrzeli gwiazdę nowo narodzonego króla żydowskiego i w związku z tym cudownym zjawiskiem przybyli do Jerozolimy, aby „oddać mu pokłon" (por. Mt 2, 2).

 

Jak w tym momencie zachowała się Jerozolima? Zgodnie z wołaniem Izajasza powinna powstać i głośno się radować. Tymczasem pogrążyła się w przerażeniu. Jak podaje św. Mateusz, „skoro to usłyszał król Herod, przeraził się, a wraz z nim cała Jerozolima" (Mt 2, 3). Przerażenie przeważyło nad pewnością, która w sposób oczywisty wynikała z zapowiedzi proroka Micheasza: „A ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela" (Mi 5, 1). Mieszkańcy Jerozolimy to wiedzieli, a jednak pogrążyli się w trwodze, gdyż poczuli się zagrożeni. Nie poszli więc do Betlejem, żeby zobaczyć nowo narodzone Dzieciątko Jezus. Wszystko dlatego, że głównym pragnieniem ich serca było to, żeby ciągle ciemność okrywała ziemię, a gęsty mrok nieustannie i bez przerwy spowijał ludy. Aby nad Jeruzalem nie zajaśniał Pan, a Jego chwała nie zjawiła się nad tym świętym miastem. Ukochali ciemność, bali się światła, co więcej: usiłowali to światło od razu - i to w zbrodniczy sposób - zagasić.

 

Jakże bardzo ich postawa różniła się od postawy prostych pasterzy betlejemskich! Kiedy bowiem aniołowie zwiastowali, że narodził się im Zbawiciel, Mesjasz, Pan (por. Łk 2, 11), nie mieli najmniejszej wątpliwości, co w tej sytuacji zrobić. „Mówili nawzajem do siebie: «Pójdźmy do Betlejem i zobaczmy, co się tam zdarzyło i o czym nam Pan oznajmił». Udali się też [tam] z pośpiechem" (Łk 15b-16a). Nagrodą dla nich było spotkanie ze Świętą Rodziną: „znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie. (...) A [potem] pasterze wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to było powiedziane" (Łk 2, 16. 20). Podobnie też było w przypadku Mędrców. Gdy ujrzeli niezwykłą gwiazdę ze Wschodu, od razu wyruszyli na poszukiwanie nowo narodzonego króla żydowskiego. Przy tym postanowieniu trwali mimo trwogi Heroda i całej Jerozolimy. Nie poddali się ich lękom i obawom, opuścili to miasto i właśnie wtedy, ku swojej radości, znowu zobaczyli gwiazdę, która zaprowadziła ich aż do domu, gdzie mieszkali Maryja i Józef wraz z Dzieciątkiem Jezus. Jak przekazał św. Mateusz, zobaczywszy ich, „upadli na twarz i oddali Mu pokłon" i złożyli skarby, które ze sobą przynieśli - złoto, kadzidło i mirrę, a potem znowu posłuszni nakazom Pana, „inną drogą wrócili do swojej ojczyzny" (por. Mt 2, 11-12). Nie chcieli iść drogą, która mogłaby zagrozić ich wierze. Nie chcieli narazić się na spotkanie z Herodem i drżącą ze strachu Jerozolimą. Wrócili inną, pełną radości drogą, przekonani, że dane im było ujrzeć Zbawiciela świata. Zapewne też tą wieścią dzielili się ze wszystkimi w swojej ojczyźnie, kiedy do niej po długiej wędrówce wreszcie na powrót dotarli.

 

Między Mędrcami ze Wschodu a pasterzami spod Betlejem zachodzi jednak pewna różnica. Prawdę o tym, że „narodził się Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan" objawił pasterzom Anioł Pański, odwołując się do ich wiary jako synów Abrahama. Natomiast w przypadku Mędrców ze Wschodu nie było nadzwyczajnego objawienia związanego z proroctwami. Było natomiast niezwykłe zjawisko astronomiczne, które oni dostrzegli, rozpoznali jego sens i na koniec uznali jego wagę, decydując się na wyprawę w poszukiwaniu nowo narodzonego Króla, któremu pragnęli oddać pokłon. Bo byli przekonani co do tego, że stworzony przez Boga świat mówi o Bogu. Że trzeba to umieć odczytać i wyciągnąć z tego właściwe konsekwencje.

 

Oto przesłanie dzisiejszego dnia. Oto radosne wołanie Kościoła, że Pan się objawił swojemu ludowi, wszystkim ludziom - i Żydom, i poganom. Od wszystkich Bóg oczekuje, aby czy to usłyszawszy głos z Wysoka - jak to było w przypadku pasterzy, czy to rozpoznając nadzwyczajne zjawiska na niebie - jak to było udziałem Mędrców ze Wschodu, wyszli na Jego spotkanie, ponieważ On jest, On się objawia, On też chce się spotkać z tymi wszystkimi, których do istnienia powołał i do swej chwały przeznaczył.

 

Czas Kościoła to kolejne wieki głoszenia światu ciągle tej samej prawdy - narodził się nam Zbawiciel, Mesjasz, Pan. On zbawił swój lud, odkupił jego grzechy, umarł, zmartwychwstał i zasiadł po prawicy swego Ojca. To się już dokonało. Trzeba zatem, abyśmy w to uwierzyli, tę prawdę przyjęli, według niej kształtowali swój sposób myślenia i postępowania.

 

Są jednak takie siły w świecie, które będą czyniły wszystko, abyśmy pozostawali w krainie mroków, abyśmy jak owa Jerozolima wraz z Herodem pozostali głusi na obecność Boga pośród nas. Jakże znamienne są pod tym względem słowa św. Jana Pawła II z jego adhortacji apostolskiej Ecclesia in Europa z 2003 roku, będącej owocem dwóch synodów biskupów poświęconych Europie. Dokument ten został ogłoszony trzy lata po obchodach Wielkiego Jubileuszu 2000 Roku, związanych ze świętowaniem i głoszeniem całemu światu prawdy, że Słowo Ciałem się stało" (J 1, 14), że Jednorodzony Syn Boży, Jezus Chrystus, stał się Człowiekiem i zamieszkał między nami. Minął czas świętowania i wielkiej radości, przyszła chwila gorzkiej refleksji. Przy wszystkich bowiem znakach nadziei, które zrodziły się w ramach Wielkiego Jubileuszu, trzeba było również stwierdzić i to, że wielu ludzi nie tylko pragnie nadal pozostawać w krainie mroków i pogrążać się w ciemnościach, ale że są i tacy, którzy robią wszystko, żeby cały świat w tej krainie mroków niezmiennie trwał. „Chciałbym przypomnieć - pisał Jan Paweł II w Ecclesia in Europa - utratę pamięci i dziedzictwa chrześcijańskiego, któremu towarzyszy swego rodzaju praktyczny agnostycyzm i obojętność religijna, wywołująca u wielu Europejczyków wrażenie, że żyją bez duchowego zaplecza, niczym spadkobiercy, którzy roztrwonili dziedzictwo pozostawione im przez historię. Nie dziwią zatem zbytnio próby nadania Europie oblicza wykluczającego dziedzictwo religijne, a w szczególności głęboką duszę chrześcijańską, przez stanowienie praw dla tworzących ją ludów, w oderwaniu od ich życiodajnego źródła, jakim jest chrześcijaństwo" (n. 7). I dalej: „konkretyzują się próby (...), by przedstawiać kulturę europejską z pominięciem wkładu chrześcijaństwa, który wywarł wpływ na jej historyczny rozwój i jej rozprzestrzenienie się po całym świecie. Jesteśmy świadkami narodzin nowej kultury, pozostającej w znacznej mierze pod wpływem środków masowego przekazu, której cechy charakterystyczne i treści często sprzeczne są z Ewangelią i z godnością osoby ludzkiej" (n. 9). Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego chce się nas odciąć od naszych korzeni chrześcijańskich? Dlaczego każe się odwracać od tego wielkiego dziedzictwa, które jest skarbem całej Europy? Ojciec Święty odpowiada na to jednoznacznie: „Jedną z przyczyn gaśnięcia nadziei jest dążenie do narzucenia antropologii bez Boga i bez Chrystusa. Taki typ myślenia doprowadził do tego, że uważa się człowieka za «absolutne centrum rzeczywistości, każąc mu w ten sposób wbrew naturze rzeczy zająć miejsce Boga, zapominając o tym, że to nie człowiek czyni Boga, ale Bóg czyni człowieka»" (n. 9).
Te stwierdzenia Jana Pawła II pozwalają nam zrozumieć to, co stało się w Polsce w 1960 roku. Święto Trzech Króli, które poprzez wieki tak głęboko wpisało się w rzeczywistość naszego narodu, sejm PRL uznał wtedy jako dzień, którego świętować nie należy, jako dzień zwykłej codziennej pracy. W ten sposób usiłowano z naszej polskiej świadomości usunąć tę wielką i budzącą radość prawdę, że oto Bóg się nam objawił, a my chcemy ciągle wychodzić Mu na spotkanie. Dokładnie pięćdziesiąt lat trwało zmaganie polskiego narodu, aby nie zapomnieć, aby nie dać sobie wyrwać z naszych serc tej prawdy, że oto Bóg zechciał być razem z nami, pośród swojego ludu. Po wielu usiłowaniach, zwłaszcza ze strony świeckich osób, w 2010 roku polski Sejm ustanowił na powrót święto Trzech Króli dniem wolnym od pracy. 6 stycznia 2011 roku po raz pierwszy mogliśmy znowu świętować. Dzisiaj czynimy to po raz ósmy: pełni radości, zwłaszcza pośród naszych rodzin, bo nieoczekiwanie uroczystość Objawienia Pańskiego stała się świętowaniem rodzinnym.

 

Wszyscy też, nakładając na głowy korony, chcemy iść razem z Mędrcami ze Wschodu, aby upaść przed Dzieciątkiem i złożyć Mu pokłon. I jak oni, Trzej Królowie, pragniemy poprzez dar kadzidła uznać w Nim Boga, poprzez dar złota uznać w Nim Króla, poprzez dar mirry uznać w Nim także cierpiącego Mesjasza, który za nas i za nasze grzechy oddał swoje życie, byśmy mogli być w pełni Bożymi dziećmi. To przesłanie ogarnia swą głębią całą naszą dzisiejszą liturgię. Tym przesłaniem będziemy żyli, zdążając na spotkanie na Rynku Głównym. Tym przesłaniem chcemy naznaczać naszą chrześcijańską codzienność, wbrew tym, którzy chcieliby w miejsce Boga postawić człowieka, a w konsekwencji przekreślić jego godność i przeznaczenie do wiecznej szczęśliwości. Wbrew tym tendencjom pragniemy każdego dnia wyznawać tę prawdę, że On, Chrystus, jest naszym Królem, On jest Bożym Synem, On jest Panem pełnym miłosierdzia, i dlatego jedynie przed Nim chcemy uklęknąć i jedynie Jemu oddawać najwyższą część.

 

Te święte nasze pragnienia, które przedstawiamy Bogu podczas tej Eucharystii, łączymy z tym wezwaniem do wiernych, które przed wiekami, w pierwszej połowie V wieku, podczas obchodów święta Objawienia Pańskiego skierował do swojego ludu w Rzymie święty papież Leon Wielki. Na zakończenie homilii mówił on tak: „Ujrzał ten wielki dzień Abraham «i rozradował się», gdy w duchu rozpoznał synów swej wiary otrzymujących błogosławieństwo w jego potomstwie, to jest w Chrystusie. Widział oczyma wiary, że zostanie ojcem wszystkich narodów, «oddawszy chwałę Bogu i będąc przekonany, że mocen On jest również wypełnić, co obiecał». Opiewał ten dzień i Dawid w psalmach, kiedy mówił: «Przyjdą wszystkie ludy przez Ciebie stworzone i Tobie, Panie, oddadzą pokłon, będą sławiły Twe imię... Pan okazał swoje zbawienie, na oczach pogan objawił swoją sprawiedliwość». Wiemy, kiedy zaczęło się to spełniać. Wtedy mianowicie, gdy gwiazda przynagliła trzech mędrców w ich dalekich krainach i doprowadziła ich do poznania Króla nieba i ziemi i do złożenia Mu hołdu. Ten przykład wzywa i nas do pójścia w ich ślady: przecież i my mamy z całych sił służyć tej łasce, która wzywa wszystkich do Chrystusa. Ukochani! W tym dążeniu wszyscy powinniście dopomagać sobie wzajemnie, aby w królestwie niebios zabłysnąć jak synowie światła, a zdobywać je trzeba czystą wiarą i dobrymi czynami. I niech się to stanie przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa, który z Ojcem i Duchem Świętym żyje i króluje przez wszystkie wieki wieków. Amen".


Wystąpienie na Rynku Głównym:

 

Moi Kochani! Bogu dziękujemy za ten dzień. Dziękujemy też sobie nawzajem, że jesteśmy tutaj. Dziękujemy tym wszystkim, którzy zorganizowali tę wspaniałą uroczystość. Dziękujemy dzieciom, które przed chwilą przypomniały nam na scenie, co się wydarzyło przed wiekami w Betlejem. Dziękujemy Trzem Królom, którzy przybyli do nas z daleka. Ale chciałbym, moi Drodzy, patrząc na Was i na królewskie korony na Waszych głowach, powiedzieć: oto prawdziwie cudowny dzień, ponieważ wyznając w nowo narodzonym Jezusie Bożego Syna, Zbawiciela świata, my także możemy razem z Nim królować - i to na całą wieczność. Życzę Wam, aby dzisiejszy dzień i całe nasze życie było nieustannym, wiernym, pełnym miłości i radości zdążaniem do Betlejem, do Dzieciątka, które czeka na nas, by nam swoją rączką błogosławić - nam, naszym rodzinom, naszym domom, naszym wsiom i miastom, całej naszej Ojczyźnie. Idziemy do Chrystusa, prosimy o błogosławieństwo, klękamy przed Nim, a jednocześnie wiemy, że uznając Go za Króla, sami duchowo królujemy i wznosimy się nad wszystko to, co jest niedobre i złe w nas i wokół nas, i tworzymy Jego królestwo prawdy, miłości i dobra - prawdziwą cywilizację miłości. Żeby się tak stało, zanieśmy teraz do Boga za przyczyną Matki Najświętszej modlitwę „Anioł Pański".

 

 

Msze święte


Partnerzy:
Mecenas: