Luksemburg 6 maja 2018

Iz 49, 13-15

2 Kor 1, 3-7
J 19, 25-27


13 Zabrzmijcie weselem, niebiosa! Raduj się, ziemio! Góry, wybuchnijcie radosnym okrzy-kiem! Albowiem Pan pocieszył swój lud, zlitował się nad jego biednymi. 14 Mówił Syjon: "Pan mnie opuścił, Pan o mnie zapomniał". 15 Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie za-pomnę o tobie.

 

3 Błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec miłosierdzia i Bóg wszelkiej pociechy, 4 Ten, który nas pociesza w każdym naszym utrapieniu, byśmy sami mogli pocieszać tych, co są w jakiejkolwiek udręce, pociechą, której doznajemy od Boga. 5 Jak bowiem obfitują w nas cierpienia Chrystusa, tak też wielkiej doznajemy przez Chrystusa pociechy. 6 Ale gdy znosimy udręki - to dla pociechy i zbawienia waszego a gdy pocieszani jesteśmy - to dla waszej pociechy, sprawiającej, że z wytrwałością znosicie te same cierpie-nia, których i my doznajemy. 7 A nadzieja nasza co dla was jest silna, bo wiemy, że jak cierpień jesteście współuczestnikami, tak i naszej pociechy.

 

25 A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. 26 Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: «Niewiasto, oto syn Twój». 27 Następnie rzekł do ucznia: «Oto Matka twoja». I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie.

 

Ekscelencjo, Najdostojniejszy Księże Arcybiskupie Luksemburga,
Drodzy Bracia w Chrystusowym Kapłaństwie,
Drodzy Siostry i Bracia!


Skarga Syjonu, zawarta w czytanym dzisiaj fragmencie Księgi Izajasza: „Pan mnie opuścił, Pan o mnie zapomniał" (Iz 49, 14), stanowi swego rodzaju zapowiedź tego wołania-skargi Chrystusa, które po wiekach świat usłyszał z wysokości Jego krzyża na Kalwarii. Przekazali nam je w swoich Ewangeliach św. Mateusz i św. Marek. „A gdy nadeszła godzina szósta, mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. O godzinie dziewiątej Jezus za-wołał donośnym głosem: «Eloi, Eloi, lema sabachthani», to znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?" (Mk 15, 33-34). To było najbardziej dramatyczne wołanie, jakie w całych dziejach ludzkości w ogóle mogło zaistnieć. Nawet jeśli się weźmie pod uwagę, że skarga ta pojawiła się już dużo wcześniej, w ustach autora Psalmu 22, to stając się jednym z ostatnich słów umierającego na Krzyżu Chrystusa, wskazuje na ogrom poczucia Jego opusz-czenia i przerażającej samotności. Jak Boży Syn mógł wobec wszystkich ludzi, znajdujących się na Kalwarii, głośno się skarżyć, że został przez Boga, Swego Ojca - o którym mówił, że „Ja i Ojciec jedno jesteśmy" (J 10, 30) - opuszczony?

 

W tę skargę Chrystusa wpisywały się też - paradoksalnie - przeżycia Apostołów, którzy w godzinie śmierci ich Mistrza i Pana poczuli się opuszczeni i zagubieni. Być może nawet swoimi wspomnieniami wracali wtedy do Galilei, do początków publicznego naucza-nia Jezusa. Wówczas to, w chwili dla Chrystusa niezwykle trudnej, gdy - nie pojmując Jego mowy na temat Eucharystii - opuściło Go wielu uczniów i przestało z Nim odtąd chodzić, na Jego pytanie: „Czyż i wy chcecie odejść?" (J 6, 67) Apostołowie odpowiedzieli wyznaniem Piotra: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga" (J 6, 68-69). Tymczasem teraz, na Kalwarii, patrząc na konanie swego Mistrza na krzyżu, zapewne trudno by im przyszło raz jeszcze wyznać: „my-śmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga". Przecież całe to przerażające w swej wymowie okrucieństwo umierania Jezusa wydawało się jednym wielkim zaprzeczeniem ich dotychczasowego poznania Chrystusa i ich wiary w Niego jako „Świętego Boga". Zagubieni i bezradni wobec tego, co się wydarzało, patrząc na Jego odchodzenie z tego świata, czuli się przez Niego opuszczeni i zapomniani.

 

I właśnie w tym tak dramatycznym momencie ich życia w najwyższym stopniu uka-zała się prawda o Ojcu niebieskim, zawarta w retorycznym pytaniu samego Boga: „Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona?" (Iz 49, 15a). Aby jednak, w związku z tym pytaniem, nie zrodziła się jakakolwiek wątpliwość, zaraz po nim pojawiło się jednoznaczne stwierdzenie: „Nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie za-pomnę o tobie" (Iz 49, 15b). Rzeczywiście: Bóg nie opuścił, Bóg nie zapomniał. Jak bowiem słyszeliśmy w czytanym przed chwilą fragmencie Ewangelii św. Jana, „kiedy Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: «Niewiasto, oto syn Twój». Następnie rzekł do ucznia: «Oto Matka twoja»" (J 19, 26-27a).

 

Jan, a wraz nim inni Apostołowie nie pozostali więc sami. Otrzymali Maryję, Matkę Chrystusa. W osobie św. Jana Apostoła otrzymał Matkę także cały, rodzący się z Krwi Chry-stusa, święty, katolicki i apostolski Kościół. W ten sposób nastąpiło ostateczne wypełnienie się dzieła Bożego miłosierdzia, zapowiedzianego przez święte Pisma, w tym także przez proroctwa zawarte w Księdze Izajasza. Jest przecież rzeczą znamienną, że wydarzenie odda-nia Janowi Najświętszej Maryi Panny jako Matki kończy się w Ewangelii Janowej stwier-dzeniem, że właśnie w tym momencie „Jezus [był] świadom [tego], że już wszystko się do-konało, aby się wypełniło Pismo" (J 19, 28).

 

Pozostały Mu więc do wypowiedzenia jeszcze tylko dwa słowa. Pierwsze z nich brzmiało: „Pragnę" (J 19, 28). Nie oznaczało ono jedynie czysto fizycznego pragnienia - tak jak to zrozumieli stojący obok żołnierze, którzy nałożyli na hizop gąbkę pełną octu i do ust ją Mu podali (por. J 19, 29). W Jezusowym „Pragnę" należy bowiem umieć dosłyszeć echo wyznania Chrystusa, skierowanego niegdyś do uczniów: „Przyszedłem rzucić ogień na zie-mię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął" (Łk 12, 49). Jego największym pragnie-niem było przecież rzucenie ognia Bożej miłości, która miałaby dogłębnie przemienić obli-cze tego świata.

 

Drugim i ostatnim słowem konającego Jezusa było stwierdzenie, które niejako pie-czętowało całą Jego zbawczą misję na ziemi: „Wykonało się!" (J 19, 30a). Spełnił bowiem do końca to, co zlecił Mu do wykonania Jego Ojciec. Umierając za świat, stał się jego Odku-picielem i Zbawicielem. W ten sposób „umiłowawszy swoich, do końca ich umiłował" (J 13, 1). W tym umiłowaniu nas „do końca" mieściło się także i to, że dał nam - poprzez św. Jana - Swoją Matkę. Nie zostawił nas zatem sierotami (por. J 14, 16). Staliśmy się Jej dziećmi.

 

To prawda, w Ewangelii św. Jana czytamy: „od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie" (J 19, 27b). W sensie dosłownym należałoby rozumieć, że to św. Jan Apostoł zaopiekował się Maryją Matką Jezusa i udzielił Jej schronienia w swoim domu. Po dzień dzisiejszy po-bożna starożytna tradycja chrześcijańska przekazuje nam bowiem, że św. Jan wziął Ją nawet do swego domu w Efezie, gdzie przez całe lata żył i nauczał, i skąd, na koniec, miała być Ona wzięta do Nieba. Tymczasem ewangelijne słowa mówiące o tym, że „uczeń wziął Ją do siebie" należy rozumieć przede wszystkim w sensie zbawczym. Znaczy to, że to Maryja wzięła św. Jana do Siebie - do domu swojej wiary, nadziei i miłości. W ten sposób stała się jego Matką w najgłębszym duchowym sensie tego słowa.

 

Ponieważ w osobie św. Jana Apostoła Pan Jezus dał swoją Matkę wszystkim tym, którzy uwierzyli w Niego jako Bożego Syna i Odkupiciela świata, trwające już prawie dwa tysiące lat dzieje Kościoła są historią Maryi nieustannie w nich obecnej. Są także historiami niezliczonych dzieci Kościoła, które doświadczały Jej prawdziwie matczynej opieki i które każdego dnia uciekały się „pod Jej obronę" - sub Tuum praesidium. Odpowiadając na tę Jej miłość, od wieków Kościół czci Ją jako swoją Matkę - jako Matkę Kościoła.

 

To prawda, tytuł ten powstał stosunkowo niedawno, jesienią 1964 roku, na zakończe-nie III sesji Soboru Watykańskiego II. Po przyjęciu przez Ojców soborowych Konstytucji dogmatycznej o Kościele Lumen gentium, podczas uroczystej Mszy św. papież Paweł VI ogłosił Najświętszą Maryję Pannę „Matką Kościoła, to znaczy całego ludu chrześcijańskie-go, tak wiernych, jak i pasterzy, którzy Ją nazywają Matką Najdroższą". Zalecił również, aby „odtąd pod tym najmilszym tytułem cały lud chrześcijański jeszcze bardziej oddawał cześć Bożej Rodzicielce". W odpowiedzi na ten papieski apel w 1971 roku Episkopat Polski jako pierwszy w świecie ogłosił święto Matki Kościoła i nakazał je obchodzić w Polsce w poniedziałek po uroczystości Zesłania Ducha Świętego. W dniu 11 lutego 2018 roku papież Franciszek dekretem Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów rozszerzył liturgiczne święto Matki Kościoła na cały katolicki świat, wskazując jako datę tego święta właśnie poniedziałek po Zesłaniu Ducha Świętego.

 

W tytule „Matka Kościoła" mieści się niezmierne bogactwo treści. Są to treści odno-szące się zarówno do słowa „Matka", jak i do słowa „Kościół". Podczas dzisiejszych uroczy-stości te przebogate treści sprowadzamy do niektórych ich tylko aspektów: słowo „Matka" przemawia do nas najbardziej jako „Pocieszycielka Strapionych", a słowo „Kościół" ograni-cza się do tej jego czcigodnej cząstki, jaką jest Kościół lokalny w Luksemburgu. Z najwięk-szą czcią i wdzięcznością stajemy bowiem przed Jej cudownym wizerunkiem - przed figurą Najświętszej Maryi Panny, wyrzeźbioną w drzewie lipowym. Początki jej kultu sięgają cza-sów sprzed prawie czterystu lat, a dokładnie: 1624 roku, kiedy to studenci miejscowego ko-legium jezuitów wynieśli figurkę Maryi przed mury miasta. Od 1628 roku aż do czasów Re-wolucji Francuskiej figurka znajdowała się w pobliżu centrum Luksemburga w kaplicy po-święconej Jej czci. Musiało to być szczególne doświadczenie macierzyńskiej opieki Matki Najświętszej, skoro nazwano Ją Pocieszycielką Strapionych. Musiało to być równocześnie doświadczenie na tyle powszechne, skoro w dniu 16 października 1666 roku obrano Maryję Pocieszycielkę Strapionych jako Patronkę Luksemburga, symbolicznie przekazując Jej klu-cze miasta.

 

Kiedy dzisiaj obchodzimy Jej święto, stajemy przed Najświętszą Maryją Panną z na-szymi strapieniami, bólami, niepokojami. Wiemy: jest ich wiele w naszym życiu, jak rów-nież jest ich wiele w życiu bliskich nam i znajomych osób. Wiemy też: z wieloma naszymi strapieniami sami nie potrafimy sobie poradzić. Potrzebujemy Jej macierzyńskiej pomocy i wsparcia. Potrzebujemy Jej pocieszenia. Potrzebujemy tej łaski od Boga, jakiej doświadczył św. Jan Apostoł, kiedy w chwili poczucia największego opuszczenia i osobistego zawodu usłyszał słowa Chrystusa: „Oto Matka twoja". Pragniemy bowiem tak bardzo głęboko do-świadczyć tego, że Maryja jest naprawdę także naszą Matką i że także każdą i każdego z nas pragnie Ona pocieszyć, abyśmy mogli za św. Pawłem Apostołem dziękczynnie wysławiać Boga słowami: „Błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec miło-sierdzia i Bóg wszelkiej pociechy, Ten, który nas pociesza w każdym naszym utrapieniu, byśmy sami mogli pocieszać tych, co są w jakiejkolwiek udręce, pociechą, której doznajemy od Boga" (2 Kor 1, 3-4). Amen.

 

 

+ Marek Jędraszewski

arcybiskup metropolita krakowski

Msze święte


Partnerzy:
Mecenas: