Homilia abp. Marka Jędraszewskiego wygłoszona w Święto Niepodległości 11 listopada 2017, Kraków, Katedra na Wawelu

„Żaden sługa nie może dwom panom służyć". Wydawałoby się, że nie ma bardziej oczywistej zasady niż właśnie ta: „Żaden sługa nie może dwom panom służyć. Gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował; albo z tamtym będzie trzymał, a tym wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie" (Łk 9, 13). Wydawałoby się, że w imię samego tylko zdrowego rozsądku nie można tej zasady zlekceważyć lub odrzucić. Tak właśnie wydawałoby się ludziom wewnętrznie prawym, dla których „tak" - „tak" znaczy, a „nie" znaczy „nie".


Tymczasem, jak słyszeliśmy przed chwilą, tych słów Pana Jezusa słuchali chciwi na grosz faryzeusze i podrwiwali sobie z Niego. Nie dziwmy się temu, że właśnie tak się zachowywali. To przecież nie byli ludzie prawi. To byli ludzie wewnętrznie złamani.

 

Z jednej strony byli głęboko przekonani o swojej osobistej wartości. Więcej, uważali, że nikt ich w gorliwości o przestrzeganie Bożego prawa nie jest w stanie przewyższyć. Tymczasem byli chciwi na grosz, wewnętrznie skorumpowani. Kiedy Pan Jezus skierował do nich słowa upomnienia, zareagowali drwiną i szyderstwem, nie mając żadnych argumentów, by się bronić. Jednak Pan Jezus wzniósł się ponad tę drwinę i szyderstwo i nie wahał się ich jednoznacznie ocenić. Mówił: Bóg zna wasze serca i dlatego doskonale wie, że tylko udajecie sprawiedliwych. Może ludzie ulegną pozorom, ale dla Boga nic nie jest ukryte i wasza obłuda dla Boga stanowi obrzydliwość (por. Łk 16, 15). Ostateczny wniosek, jaki powinniśmy wyciągnąć z tej przypadającej właśnie na dzisiaj Ewangelii Łukaszowej brzmi: Trzeba umieć odważnie spojrzeć na siebie w prawdzie, bo tylko prawda wyzwala, trzeba umieć właściwie wybrać tego, któremu chce się służyć, bo dwóm panom jednocześnie służyć jest rzeczą niemożliwą.

 

Rozważamy te słowa Ewangelii w 99. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości. 123 lata, od których trzeba odjąć zaledwie siedem, które przypadają na dzieje Księstwa Warszawskiego, to sześć pokoleń Polaków, którzy byli skazani na niewolę, na poczucie, że nie żyją u siebie, że nie mają własnego państwa. Spójrzmy na to, co wydarzyło się 99 lat temu, 11 listopada 1918 roku w nieco innej perspektywie - tego, co wydarzyło się 100 lat temu, jesienią, w listopadzie 1917 roku. Nikt wtedy nie mógł przewidzieć, że wystarczy jeszcze rok, a w wagonie kolejowym w lesie Compiègne dojdzie do podpisania układu rozejmowego pomiędzy Ententą a Cesarstwem Niemieckim, który zakończy I wojnę światową. Nikt nie przypuszczał, że wystarczy zaledwie jeszcze rok, a 11 listopada 1918 roku dojdzie do masowych rozbrojeń Niemców w Warszawie i przekazania Józefowi Piłsudskiemu zwierzchnictwa nad polskim wojskiem. Nikt się tego nie mógł spodziewać, ale pewne znaki na niebie i ziemi wskazywały, że tragedia I wojny światowej wreszcie zaczyna dobiegać końca. Do tych znaków trzeba zaliczyć przede wszystkim to, co 13 lipca 1917 roku na krańcach Europy, w dalekiej Fatimie powiedziała Matka Najświętsza trójce dzieci: wojna zbliża się do końca. Trzeba wspomnieć jeszcze jedno wydarzenie, które zapewne wtedy, w listopadzie 1917 roku nie było właściwie ocenione. 7 listopada, a według kalendarza juliańskiego 24 października, wybuchła tzw. rewolucja październikowa. Doprowadziła ona ostatecznie do upadku Rosji, ale pojawiło się też nowe niebezpieczeństwo, o którym mówiła Matka Boża 13 lipca 1917 roku: jeżeli w tym decydującym dla Rosji momencie ona się nie nawróci, to na Europę i świat rozleje się fala przemocy ateistycznej, na skutek czego wiele dzieci Kościoła będzie cierpiało okrutne prześladowania, a nawet męczeństwo.

 

Dla Polaków tamtego czasu - 1917 roku - nastał moment jednoznacznego wyboru, po której stronie będą służyć, kto dalej będzie ich panem. Czy będą to - jak przez minione dziesięciolecia - władcy zaborczych imperiów, czy będzie to służba już niepodległej Polsce. Swoiste albo-albo, przed którym stanęło tamto pokolenie. I to albo-albo odnosiło się do całego polskiego narodu, do ówczesnych polityków, żołnierzy będących w różnych armiach, niekiedy zmuszonych do tego żeby walczyć przeciwko sobie, nauczycieli, urzędników, robotników, chłopów. Każdy z Polaków musiał wtedy wybrać, bo przecież nie można służyć dwom panom jednocześnie.

 

W tym 1917 roku zaznaczyły się postaci, które dla polskiego społeczeństwa były ważnym punktem odniesienia, osoby, które przewodziły wszystkim tym, którzy opowiedzieli się za niepodległą Polską, inspirowały i pociągały za sobą wielu.

 

Pierwszą z tych postaci był książę Zdzisław Lubomirski. Już 3 sierpnia 1914 wszedł w skład Centralnego Komitetu Obywatelskiego Warszawy, przejmując z rąk rosyjskich zarząd nad miastem, a gdy Warszawa znalazła się w rękach niemieckich, robił wszystko, aby wykorzystując słabość jednego i drugiego zaborcy służyć przede wszystkim Polsce i przygotowywać, już w czasie wojny, kadry pod przyszłą polską administrację państwową. Doszło to do głosu zwłaszcza 27 października 1917 roku, kiedy powstawała tzw. Rada Regencyjna Królestwa Polskiego, w której obok księcia Lubomirskiego zasiedli: kard. Aleksander Kakowski i hrabia Józef Ostrowski. Kto z nich, angażując się już w tworzenie struktur Polski niepodległej, sądził, że wystarczy zaledwie tylko rok, by 10 listopada 1918 roku książę Lubomirski mógł witać w Warszawie Józefa Piłsudskiego, który przybył właśnie z Magdeburga wypuszczony przez Niemców, a następnego dnia z całą Radą Regencyjną złożyć w jego ręce zwierzchnictwo nad polskim wojskiem?

 

Druga wielka postać tej niezwykłej panoramy 1917 roku to Józef Piłsudski. Latem 1917 roku wywołał tzw. kryzys przysięgowy, kiedy to chciano, aby wojsku polskiemu, któremu on wtedy przewodził, wchodzącemu w skład armii austriackiej narzucić przysięgę, która mówiła m.in., że „ojczyźnie mojej, polskiemu królestwu i memu przyszłemu królowi na lądzie, wodzie i na każdym miejscu wiernie i uczciwie służyć będę, że w wojnie obecnej dotrzymam wiernie braterstwa broni wojskom Niemiec i Austro-Węgier oraz państw z nimi sprzymierzonych". Ta rota przysięgi dla Piłsudskiego i jego legionistów znaczyła zgodę na to, by służyć dwom panom. On się na to zgodzić nie mógł. Doszło do kryzysu, praktycznie buntu, który zaowocował tym, że żołnierze zostali internowani w obozie w Szczypiornie, a oficerowie w Beniaminowie. Sam Piłsudski został aresztowany z nocy 21 na 22 lipca 1917 roku i osadzony w twierdzy w Magdeburgu. Wiemy, że dla niego był to trudny czas i zapewne ten trudny czas był jego udziałem także 100 lat temu, 11 listopada 1917 roku. W Magdeburgu wyczekiwał wtedy na cud Bożej Opatrzności. Wystarczyło czekać zaledwie tylko rok.

 

Trzecia postać - Roman Dmowski. W tym samym 1917 roku, 15 sierpnia, w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny zakłada w Lozannie Komitet Narodowy Polski, który jest przedstawicielstwem sprawy polskiej wobec państw Ententy, traktowany jako zalążek przyszłego rządu niepodległej Polski. Podejmuje wielki wysiłek dyplomatyczny, upominając się o Polskę i jej głos pośród innych wolnych narodów ówczesnego świata.

 

Czwarta postać - Ignacy Jan Paderewski, światowej sławy pianista, który wykorzystuje tę sławę, by służyć sprawie polskiej. Koncerty, które wtedy urządzał na obszarze całych Stanów Zjednoczonych, bardzo popularne i cieszące się ogromnym zainteresowaniem Amerykanów, zaczyna przemową o Polsce i jej prawie do niepodległości. Wykorzystuje te koncerty także do tego, by nawoływać Polaków żyjących na terenie Stanów Zjednoczonych, by udawali się do Francji, by tam wstępowali do zakładanej przez Józefa Hallera Błękitnej Armii, polskiej armii, która miała z zachodu przybyć i wyzwolić Polskę. Na ten apel odpowiadało wtedy bardzo wielu naszych rodaków. Jeszcze 26 grudnia 1917 roku, w święta Bożego Narodzenia, do Bordeaux przybywa statek, na którego pokładzie znajduje się 1200 ochotników polskiej sprawy. To dzięki Paderewskiemu w orędziu, które prezydent Woodrow Wilson wygłosił wobec Kongresu Stanów Zjednoczonych znalazł się punkt 13. poświęcony tylko Polsce, która ma być państwem suwerennym, z dostępem do morza, co miały gwarantować traktaty międzynarodowe.

 

Jeszcze jedna postać, o której się bardzo mało mówi, ale symbolizująca postawę ludzi Kościoła działających na obczyźnie: Urszula Julia Ledóchowska, urszulanka, dla świata hrabina. Wojna zastała ją w Petersburgu, a ponieważ miała obywatelstwo austriackie została pozbawiona prawa, by na terenie Rosji pozostać. Udała się do Skandynawii i tam szukała miejsca dla siebie, dla swoich sióstr. Tam już w 1915 roku wstąpiła do Komitetu Generalnego Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce, który założyli Henryk Sienkiewicz i Ignacy Jan Paderewski. W imieniu tego komitetu działała w całej Skandynawii, ucząc się dla polskiej sprawy także języka duńskiego i norweskiego, by móc przemawiać do słuchaczy w ich języku. Wygłosiła ponad 80 wykładów i konferencji. Obok języków skandynawskich posługiwała się też językiem francuskim, niemieckim i angielskim. Była poliglotką. Zachowało się jej przemówienie z Kopenhagi z 1916 roku, gdzie wobec ludzi dalekich nam kulturowo, mówiła płomiennie, żarliwie, chwytając za serce: „Tak, ty jesteś nieśmiertelny, kraju moich przodków, Ojczyzno ukochana, Polsko moja! Nieśmiertelna przez twą wieczną sławę, nieśmiertelna przez twoją sztukę i literaturę, która nie może być wymazana z pamięci narodów, nieśmiertelna przez miłość Ojczyzny, która żyje w sercach twych dzieci i która nie ma równej, śmiem to powiedzieć z czołem wzniesionym, ze szlachetną dumą! (...) Jesteś nieśmiertelna, o moja Polsko, gdyż żyjesz w sercach twych dzieci. My cierpimy, umieramy, ale przez śmierć idzie się ku zmartwychwstaniu. My umrzemy, ale ty zmartwychwstaniesz! Mimo naszych dzisiejszych cierpień, mimo agonii - patrz, twoje dzieci z miłością cię otaczają i śpiewają z nadzieją w sercu: «Jeszcze Polska nie zginęła!»". Nie przypuszczała zatem, że jeszcze tylko kilkanaście miesięcy, a Polska będzie wolna, będzie nasza, zmartwychwstanie. A jednocześnie - będąc tam, w Skandynawii - zobaczyła, jak wielkie zadanie stoi przed nią, jak wielkie wyzwanie w postaci polskich dzieci, sierot, którym groziło wynarodowienie. Gromadziła je wokół siebie, zakładając polski sierociniec w Kopenhadzie i zbierając na ten sierociniec datki z wszelkich możliwych dla siebie źródeł. Pisała do swojego brata, Włodzimierza, wówczas generała zakonu jezuitów: „Moich polskich dzieci tu opuścić nie mogę. (...) Nie mogę spokojnie patrzeć na to, jak panie z Misji Protestanckiej adoptują nasze polskie dzieci. Robię szaleństwa, ale żal mi dzieci, a Bóg widocznie błogosławi", a w innym liście: „My musimy uratować dzieci, uratować je od śmierci fizycznej i moralnej, ażeby mogły potem cierpieć, walczyć i umrzeć za Polskę".

 

Oni wszyscy: Książę Zdzisław Lubomirski, Józef Piłsudski, Roman Dmowski, Ignacy Jan Paderewski, Urszula Julia Ledóchowska i tylu, tylu innych wybrali wtedy Polskę. Pracowali dla niej w najrozmaitszy sposób jeszcze przed wybuchem Wielkiej Wojny. Niektórzy z nich na długo przed 1914 rokiem. W 1917 roku ich wysiłki zaczęły zmierzać ku szczęśliwemu dla Polski przesileniu, ale o tym, co się ostatecznie miało wydarzyć 11 listopada 1918 roku, mogli tylko marzyć. O nadejście tego dnia mogli się jedynie żarliwie modlić. Wszakże wiedzieli jedno - każdego dnia tamtego czasu muszą wiernie trwać w służbie dla Ojczyzny, aby Polska była Polską.

 

Dzisiaj, 11 listopada 2017 roku, 100 lat po tej panoramie, pokrótce tutaj zarysowanej, 99 lat po uzyskaniu przez Polskę niepodległości, dziękujemy Panu Bogu za to wspaniałe pokolenie Polaków. Dziękujemy także Bogu za poprzednie pokolenia, dzięki którym zaistniało to pokolenie 1917 roku. Dziękujemy Bogu za bohaterów Insurekcji Kościuszkowskiej, Księstwa Warszawskiego, Powstania Listopadowego, Wiosny Ludów, Powstania Styczniowego, a także za te wspaniałe postaci, nieznane nam z imienia i nazwiska, które w jakieś mierze unieśmiertelnił Stefan Żeromski w noweli „Siłaczka". Jednocześnie podczas dzisiejszej uroczystej Mszy świętej sprawowanej tutaj, na Wawelu, gdzie tak przejmująco mówią do nas wieki, modlimy się za Najjaśniejszą Rzeczpospolitą, aby obroniła nie tylko polityczną, ale przede wszystkim duchową niepodległość i suwerenność poprzez nieugięte trwanie przy swoich chrześcijańskich korzeniach. Prosimy Boga, aby wszyscy nasi rodacy zrozumieli, że nie można służyć jednocześnie dwom panom, że dobre i dające dobre nadzieje na przyszłość Polski myślenie zaczyna się od wsłuchiwania się w głos narodu, który jest najwyższym suwerenem tej ziemi. Że tak jak dzisiaj rano powiedziała premier polskiego rządu: „tutaj w Polsce, nad Wisłą, w Warszawie są dla Polaków ważne sprawy". W Warszawie, a nie w innych stolicach Europy i świata. Modlimy się, żeby Polska była Polską.

 

„Boże coś Polskę, przez tak długie wieki... ojczyznę wolną, pobłogosław Panie". Amen.

 

 

Msze święte


Partnerzy:
Mecenas: