Uroczystość 1. rocznicy beatyfikacji ks. Władysława Bukowińskiego w Łagiewnikach

W pierwszą rocznicę beatyfikacji ks. Władysława Bukowińskiego, w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach, odbyła się Msza święta dziękczynna za beatyfikację błogosławionego, której przewodniczył abp Marek Jędraszewski. - Nie złamały go ani więzienia, ani nieludzka ziemia, ani inny świat, który łamał dusze milionów. Pozostał kapłanem ratującym ludzkie dusze - mówił o ks. Bukowińskim abp Marek Jędraszewski. 

 

 


W homilii arcybiskup podkreślał, że często w odpowiedzi na głos Kościoła zabierany w sprawach ważnych dla życia społecznego czy narodowego, posądza się go o wtrącanie do polityki a wrogowie Kościoła uważają, że należy ten głos przemilczeć. Podkreślał, że w świetle Pisma Świętego, Kościołowi nie wolno milczeć, gdy chodzi o duchowe dobro drugiego człowieka. Sięgając do historii wskazał, że takim głosem Kościoła, który budził złość i przemilczenie, była wydana na dwa lata przed wybuchem II wojny światowej, encyklika papieża Piusa XI „Divini Redemptoris", o bezbożnym komunizmie. - Był to pierwszy tak bardzo poważny glos w skali świata, głos Kościoła upominający się o prześladowanych ludzi, którzy znaleźli się pod wpływem systemu bolszewickiego - podkreślał arcybiskup.
Metropolita zaznaczał, że Pius XI zdając sobie sprawę do czego prowadzi komunizm, wskazał w encyklice podstawowe lekarstwo na ogrom ludzkich nieszczęść i degradacji godności człowieczej, jakim jest gorliwa, cicha, pokorna kapłańska służba. - Zapewne pisząc te słowa, Pius XI nie zdawał sobie sprawy, że kreśli tymi słowami sylwetkę ks. Władysława Bukowińskiego, który rok temu, 11 września 2016 r. został wyniesiony do grona błogosławionych - mówił arcybiskup.


Powołując się na tytuły literatury światowej takie jak „Archipelag Gułag" Aleksandra Sołżenicyna, „Na nieludzkiej ziemi" Józefa Czapskiego czy „Inny świat" Gustawa Herlinga- Grudzińskiego, arcybiskup wyjaśniał, że opisywane w utworach warunki, jakie stworzył system bolszewicki dla milionów niewolników, prowadziły do wyznaczenia nieludzkich zasad panujących pośród więźniów w łagrach i obozach pracy - Więźniowie byli skazani na to, by usunąć ze swojego sposobu myślenia i postępowania zasady solidarności i pomocy. Tam chodziło o to, by przeżyć. Przeżyć za wszelką cenę, nawet kosztem drugiego człowieka - mówił.


Przypominając historię księdza Władysława Bukowińskiego, arcybiskup podkreślał jego chęć służenia ludziom na kresach wschodnich, pomimo wiążących się z tym wielu niebezpieczeństw - Czuł powołanie do tego, żeby wrócić na kresy wschodnie bo wiedział, że są one ciągle pod wielkim wpływem bolszewickiej propagandy, że żyjący tam ludzie znajdują się w wielkim niebezpieczeństwie duchowym, dlatego trzeba pośród nich być, pracować - mówił. Przypominał, iż Ksiądz Bukowiński służąc jako proboszcz w katedrze w Łucku, po aresztowaniu cudem uniknął śmierci podczas rozstrzeliwania więźniów - Prawdziwym cudem nie dotknęła go żadna kula. Został przywalony warstwami innych, rozstrzelanych już więźniów, czy tych, którzy zostali skazani na powolne umieranie. Przywalony ciałami swoich towarzyszy więzienia modlił się za nich, a umierającym udzielał rozgrzeszenia - przypominał.


Metropolita podkreślał, że ksiądz Władysław Bukowiński podejmował duszpasterstwo w każdej okoliczności życia, bez względu na trudności, jakimi były m.in. wiążące się z jego działalnością lata spędzone w więzieniach i łagrach - To go nie złamało. Nie złamały go ani więzienia, ani ta nieludzka ziemia, ani inny świat, który łamał dusze milionów. Pozostał kapłanem, księdzem ratującym ludzkie dusze - podkreślał - On będąc w tym innym świecie, cierpiąc wszystkie trudności, zachował w sobie świat normalny, świat dobra, świat ludzkiej solidarności, przenikany przez Boża łaskę, bo on wszędzie tam gdzie był, pozostawał kapłanem głoszącym Ewangelię miłości, przebaczenia i nadziei. Bo wszędzie tam gdzie był, udzielał sakramentów, a częstokroć ołtarzem na którym sprawował Najświętszy Sakrament, była prycza w łagrze, gdzie przebywał razem ze swoimi towarzyszami niedoli - mówił. Zaznaczał, że nawet kiedy w 1955 roku, ks. Bukowiński otrzymał szansę powrotu do Polski, od razu z niej zrezygnował, i zdecydował się pozostać na kresach wschodnich - Uważał, że jego owieczki są właśnie tam, i byłoby zdradą, gdyby od nich odszedł - mówił arcybiskup - Najważniejsze dla niego było to, do czego powoływał go Chrystus, do pracy wśród swoich - przypominał.


Arcybiskup zaznaczył, że ksiądz Bukowiński zmarł w opinii świętości, która z czasem zataczała coraz szersze kręgi - Dlatego w latach 90. jego doczesne szczątki zostały przeniesione do specjalnej krypty w katedrze Matki Bożej Fatimskiej. Tam właśnie w tej katedrze, kard. Angelo Amato ogłosił go na mocy decyzji Ojca Świętego Franciszka błogosławionym Kościoła - przypominał.

 

 


Metropolita wzywał do modlitwy o wyniesienie ks. Bukowińskiego do grona świętych oraz o odwagę na wzór błogosławionego - Byśmy w chwilach trudnych, w czasie niełatwych wyzwań, mieli odwagę pełnić wolę Bożą, służąc drugiemu człowiekowi. Bo tylko wtedy, pośród niebezpieczeństw współczesnego świata sprawimy, że nasz świat nie stanie się innym nieludzkim światem, ale pozostanie naszym, Chrystusowym, ewangelijnym - wyzwał metropolita krakowski.

 

OGLĄDAM RELACJĘ TU.

 

Z. Świerczyńska | archidiecezja krakowska

Fot. i Wideo: J. Adamik, K. Katarzyńska

powrót

Msze święte


Partnerzy:
Mecenas: